Najnowsze Posty

Pierwsza wizyta u dietetyka - jak wybrać gabinet, jak wybrać dietetyka, jak się przygotować, czego oczekiwać?

By 20:18 , , ,


Pierwsza wizyta w gabinecie dietetycznym to wizyta z której można wynieść najwięcej. Trwa bowiem najdłużej i teoretycznie – większość dietetyków prowadzi wówczas pierwsze, ogólne „szkolenie” w temacie zdrowej diety. To właśnie podczas tego spotkania dowiesz się jak wygląda stan Twojego zdrowia od strony żywieniowej, jakie popełniasz błędy i co mógłbyś zmienić już teraz, od dziś – zanim otrzymasz swój plan dietetyczny (zazwyczaj po tygodniu od pierwszej wizyty). Aby jednak wizyta ta została w pełni przez Ciebie wykorzystana, warto się do niej odpowiednio przygotować. I choć nie każdy dietetyk pracuje tak samo, garść podstawowych informacji o sobie, które będziesz mieć w zanadrzu, na pewno Ci się przydadzą. Zaczynamy?

Trafny wybór specjalisty – czyli czym się kierować

Typ poradni – to chyba najistotniejsza sprawa, a przynajmniej jedna z dwóch (zaraz obok wyboru konkretnego dietetyka). Ciężko jest niestety trafić na ideał dla siebie ale zawsze warto się ku niemu przybliżyć. Może nie będzie to teraz zbyt obiektywne podejście, ale to dlatego, że chcę Ci pokazać gdzie pracują prawdziwi dietetycy, wykształceni, kompetentni. W żadnym wypadku nie decyduj się na wizyty w popularnych i modnych salonach-sieciówkach, które z pracą „dietetyka” łączą sprzedaż suplementów, a w zasadzie – całe odchudzanie opierają tylko na tych preparatach. Mowa tu m.in. o „naturalnym domu” i „ziołowym życiu”*. Placówki te, rzadko kiedy zatrudniają prawdziwych specjalistów posiadających wiedzę w temacie prowadzenia żywieniowego. Doświadczenie na portalach z ofertami pracy pokazuje mi, że w 90% wystarczy jedynie interesować się tematyką diet, a już można u nich pracować. Fakt, pozostaje 10% „naszych ludzi”, którzy idą tam na praktyki (bo musimy, a w prywatnych gabinetach jest różnie), albo za kawałkiem chleba (dobre zarobki). Masz jednak pewność, że „wykształcenie w kierunku dietetyka jest dla nich dodatkowym atutem”, ale nie obowiązkowym warunkiem. Jeśli więc chcesz pracować z prawdziwym specjalistą, poszukaj poradni. Gwarantuję Ci, że wydasz 10 razy mniej pieniędzy (o ile nie trafisz na osobę, która również działa z wybranymi suplami).

Dietetyk – tutaj sprawa staje się nieco trudniejsza bo przecież mało kto będzie sprawdzał historię kształcenia wszystkich dostępnych w mieście dietetyków. A niestety pasowałoby. Dlaczego? Na moment obecny zawód dietetyka nie jest zawodem regulowanym, co oznacza, że własny gabinet może otworzyć nawet osoba, która odbędzie weekendowy kurs dietetyki. Nie mi oceniać wiedzę takiego specjalisty, ale chyba mówi to samo za siebie. Na moment obecny, zgodnie z aktualnymi kryteriami, dietetykiem może mianować się każdy, aczkolwiek ściślej sprawa zbliża się ku typowemu kształceniu na kierunku dietetyka (absolwenci są określani też często mianem dietetyków klinicznych, posiadających ogromną wiedzę z zakresu chorób) i technologia żywności ze specjalizacją dietetyka bądź żywienie człowieka (wiedza przede wszystkim o żywności, z elementami medycznymi, choć to też w dużej mierze zależy od uczelni). Dietetyk powinien nieustannie podnosić swoje kwalifikacje - wiedza żywieniowa zmienia się wręcz z dnia na dzień. Szkolenia, kursy, konferencje - to w zasadzie podstawa.
PS W żadnym wypadku nie neguję doradców żywieniowych, którzy po kursach naprawdę czynią u swoich podopiecznych rewelacyjne efekty odchudzania ale… No ale J Myślę, że tę kwestię pozostawię do Waszych własnych przemyśleń. Zwłaszcza jeśli dietetyka szuka pacjent z konkretną jednostką chorobową, np. pacjent onkologiczny, który wsparcia żywieniowego wymaga na zupełnie innym polu.

Źródłem informacji o dobrym dietetyku są oczywiście znajomi i ich polecenia, a także Internet (np. ZnanyLekarz.pl), choć tu należy uważać – zarówno na pozytywne jak i negatywne opinie (które może zostawiać chociażby zazdrosna konkurencja). Ostrzegawcza lampka powinna się nam zapalić, jeśli usłyszymy, że wszyscy nasi znajomi chodzili na dietach od danego dietetyka nieustannie głodni (może się zdarzyć jeden, dwa takie przypadki, ale większość oznacza, że specjalista stosuje drastyczne i niezdrowe redukcje), na stronie online dietetyk ogłasza, że stosuje bezpieczne diety, a pod spodem przykłady jadłospisów na 1000 kcal (diety wręcz głodowe), gabinet oferuje multum multum preparatów „na odchudzanie” o których jest napisane w każdym kącie strony www oraz na wszystkich możliwych ulotkach, oraz gdy zasady stosowane przez specjalistę są naprawdę (!) dalekie od naszych przekonań (nie każdy wegetarianin będzie w stanie pracować z dietetykiem-zwolennikiem diety paleo itp.). Dietetyk, który obiecuje nam błyskawiczne efekty i 10 kg w miesiąc, to również nie jest dobry wybór. Podobnie jak specjalista, który wszystkie choroby świata obiecuje wyleczyć jakimiś specyfikami (np. chorego na nowotwór przekonuje do alternatywnych terapii).

Wyposażenie gabinetu – tego najczęściej dowiemy się ze strony internetowej poradni. Idealnie jeśli gabinet ma analizator składu ciała. O co chodzi? Sprzęt taki pozwala na dokładniejszą ocenę tego co „w nas siedzi”. Dowiemy się nie tylko jaka jest nasza masa ciała, ale i również poznamy udział tkanki tłuszczowej i mięśniowej co często przy nieco szacowanym wskaźniku jakim jest BMI, stanowi dla nas lepsze źródło informacje w temacie idealnej wagi pacjenta. Dodatkowo, poznamy swoją podstawową przemianę materii określoną zdecydowanie lepiej niż zrobią to kalkulatory i wzory matematyczne. Dzięki temu, ułożona dieta będzie jeszcze bardziej dokładna. Pamiętajmy jednak - taki sprzęt to nie wymóg. Dobry dietetyk poradzi sobie ze zwykłą wagą, zresztą - nie liczy się tylko masa ciała, ale i mierzone obwody.

Pakiety, promocje – nie ma chyba nikogo wśród nas kto nie lubi otrzymywać rabatów. Regularne wizyty kontrolne u dietetyka to podstawa bo dzięki nim podtrzymujemy swoją motywację, uzyskujemy informacje w temacie ewentualnych błędów, które wciąż się gdzieś tam przewijają, jak również stanowią podstawę do mierzenia osiąganych efektów. Wizyt kontrolnych może być sporo nim dotrzemy do postawionego celu, dlatego jeśli gabinet oferuje jakąś zniżkę, np. „wykupienie pakietu pięciu wizyt kontrolnych w cenie 50 zł taniej” – warto z tego skorzystać. Dla niektórych jest to niewiele, ale jeśli poskładać takie wydatki, może okazać się bardzo dużo. PS uważajcie na oszustwa. Przeliczcie ile kosztowałyby te wizyty normalnie, a ile w pakiecie. Różnie bywa.

NFZ – istnieją gabinety, które mają podpisaną taką umowę. Najczęściej zajmują się one typowo otyłymi ludźmi. Jakie jest porównanie „na e-nef-zet”, a prywatnie – sami wiemy, tutaj nie będę tego komentować. Z własnego jednak doświadczenia doradzę, aby dobrze się zastanowić nim wybierzemy się do takiej placówki. W mieście w okolicach którego mieszkam znajduje się jedno z najsłynniejszych centrum odchudzania, do których kierowani są pacjenci ze wszystkich okolicznych szpitali. I choć część specjalistów stamtąd jest mi osobiście znana, niestety nie polecę ich w żadnym wypadku. Wizyta trwa kilkanaście minut (podczas gdy pełny wywiad to minimum 40 minut), diety „wyciąga się spod lady” – na bieżąco, a jadłospisy to najczęściej wartość rzędu 1200-1400 kcal, niezależnie od tego czy dany pacjent wolałby zjeść więcej czy mniej. Efekty są – owszem. Chudniemy, ale chyba tylko pod zabieg w szpitalu i na krótko, bo znane chyba każdemu jojo to kwestia kilku chwil. Mogę się mylić co do ogółu, bo jednostka nie tworzy przecież całości. Patrząc jednak na opinie wielu ludzi, śmiem wątpić w profesjonalizm niektórych placówek „za darmo”. PS moja wiedza dotycząca tego konkretnego miejsca wynika z obserwacji ich byłych pacjentów, dlatego nie mogę na 100% potwierdzić, że faktycznie tak jest. Ilość ich robi jednak opinię, więc…

Płeć dietetyka – nie jest to może najważniejsze kryterium ale jeśli z reguły posługujemy się nim przy wyborze ginekologa czy pediatry, może warto zastanowić się i tutaj. Czy lepiej rozmawia się nam z kobietą czy z mężczyzną. Czy wydaje się nam, że istotę problemu zrozumie tylko druga kobieta, że tylko mężczyzna jest w stanie nas wystarczająco zmotywować… Pytań może być mnóstwo. Zastanów się nim wykręcisz numer do poradni.

*z racji prawnych nie mogę użyć oryginalnych nazw tych placówek.

Co może pomóc podczas pierwszej wizyty u dietetyka

Wizyta po miesiączce – choć nie jest to jakiś szczególnie ważny punkt na tej liście, w przypadku gdy do dietetyka wybieramy się z zamiarem zrzucenia nadmiaru kilogramów, warto o tym pomyśleć. Przed miesiączką wiele kobiet "puchnie" i to w ilościach niekiedy całkiem sporych – nawet do 2 kg. Ważenie pacjentki w tym okresie może nam nieco zaburzyć obraz osiąganych później efektów. Niby taka wartość nie ma znaczenia przy układaniu jadłospisu, ale zawsze warto aby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Jeśli więc nasza motywacja nie osłabnie, przeczekajmy chwilę i dopiero kilka dni po zakończeniu menstruacji udajmy się na spotkanie.

Wyniki podstawowych badań wykonanych maksymalnie 6 miesięcy wcześniej – wystarczy jeśli zabierzesz ze sobą aktualną morfologię, wartość cholesterolu całkowitego, glikemii na czczo, TSH (zwłaszcza u kobiet) i kwasu moczowego (zwłaszcza u mocno mięsożernych mężczyzn). Idealną sytuacją byłoby mieć również ALT oraz eGFR (pierwszy do wstępnej oceny pracy wątroby, drugi - nerek), a także inne badania, które związane są z Twoim schorzeniem. Po co dietetykowi te wydruki? Zdarza się, że nawet najlepiej rozpisana dieta, pomimo przestrzegania jej zaleceń przez pacjenta, nie przynosi efektów. Powody mogą być różne – jednym z nich są właśnie problemy zdrowotne. W dodatku, układając plan, dietetyk musi wiedzieć, że ma do czynienia z osobą zdrową/chorą na konkretne schorzenie. Teoretycznie można zaufać pacjentowi i wierzyć, że to co mówi on na temat swojej choroby, pokrywa się w 100%. Bywa jednak, że w gabinetach w których dieta układana przy dodatkowych jednostkach chorobowych jest droższa - pacjent celowo tai prawdę o swoim stanie zdrowia. Wyniki badań są podkładką dla dietetyka, że dobrze wykonał on swoją pracę, a dla pacjenta – gwarantem, że otoczono go właściwą opieką.

Dzienniczek żywieniowy z ostatnich 3 dni – teoretycznie dietetyk na pierwszej wizycie ma obowiązek dokładnie przeprowadzić z pacjentem wywiad żywieniowy. W praktyce jednak różnie bywa – czasami coś umknie, czegoś nie dopowiemy (obydwie strony). Spisanie swoich posiłków z ostatnich dni znacznie tę pracę ułatwia. Zdecydowanie szybciej dojdziemy bowiem do porozumienia, łatwiej będzie rozmawiać, jak również indywidualna dieta faktycznie będzie indywidualną, bo dietetyk zabierze sobie do domu dzienniczek i opierając się na nim, dopasuje plan do podopiecznego.

Co powinno znaleźć się w dzienniczku? Pory spożywanych posiłków, ich sposób przygotowania, objętość. Spisujemy również wszystkie (!) wypijane w ciągu dnia płyny (napoje, soki, woda, kawa, herbata) wraz z ilością cukru dodanego, jak również wszystkie przekąski (nawet kilka chipsów) schrupanych w przelocie. Dobrze jest zapisać produkty i dania za którymi nie przepadamy i niechętnie widzimy je w swojej diecie oraz te na które kiepsko reaguje nasz organizm. Warto pamiętać, że jeśli należą one do grupy szczególnie wartościowej, a ponadto jest ich naprawdę dużo, dietetyk będzie nas przekonywać do zmiany nawyków.

Mniej warstw ubrań – aby dobrze wykonać pomiar masy/analizy składu Twojego ciała, dietetyk musi poprosić Cię o rozebranie się do minimum (najczęściej do bielizny). Zadbaj jednak o to, by nie były to zbyt ciężkie ubrania, a wierzchnie warstwy nie tworzyły kilkuelementowego stroju, który będziesz ściągać godzinę. W przypadku kobiet – warto pamiętać o rajstopach. Analiza składu ciała metodą bioimpedancji elektrycznej wymaga gołych stóp. Jeśli więc należysz do tych wstydliwych, pod spodnie nie zakładaj grubych rajstop, które będziesz musiała ściągać pozbywając się jeansów. Jeśli mimo to będziesz je miała, pamiętaj, że dietetyk to człowiek i dla niego nie jest dziwne to, że się przed nim nieco rozbierzesz. Ba! Nim wymyślono analizatory, specjaliści żywienia mierzyli swoich pacjentów centymetrami i innymi ręcznymi gadżetami :)

Co na pewno pomoże

Wizyta u lekarza specjalisty – jeśli wiesz, że coś na pewno Ci dolega, a Twoje wyniki badań znacznie odbiegają od normy, pamiętaj, że dietetyk nie jest lekarzem (często się nas za takowych uważa) i nie ma on obowiązku znać wszystkich możliwych chorób, ich objawów, powodów i skutków, jak również sposobów leczenia farmakologicznego. Od diagnozy i leczenia „na receptę” jest lekarz – a przynajmniej tak było i jest do tej pory. Nie posiadamy uprawnień do wypisywania recept, skierowań na badań czy zwolnień. Wizyta u lekarza, dokładne stwierdzenie co nam dolega, wdrożenie leczenia, a dopiero po tym (i przy tym ostatnim) – decyzja o spotkaniu z dietetykiem. Często lekarze sami wysyłają swoich pacjentów do żywieniowców, ale niestety nie zawsze tak jest. Wielu internistów (i innych specjalistów), zwłaszcza tych należących do starszego pokolenia, lekceważy zasadność stosowania leczenia żywieniowego. Nie tylko otyłość stanowi podstawę do wizyt u dietetyka. Równie potrzebne są one wówczas gdy cholesterol jest za wysoki, nie możemy zajść w ciąże, dotyczy nas problem PCOS, kłopoty z tarczycą, a nawet kandydoza, nawracające infekcje i problemy z cerą. Pamiętaj tylko – zawsze podstawą jest trafna diagnoza lekarza medycyny.

Szczerość – uwierz, dla dietetyka nie jesteś „brzydką panią z nadwyżką kilogramów, która kompletnie o siebie nie dba i trzeba ją tępić”. Dla dietetyka jesteś partnerem, któremu on chce pomóc najlepiej jak potrafi. Nie jemu oceniać powody dla których wyglądasz jak wyglądasz. To, że przytyłaś przez własne zaniedbanie, hormony czy przyjmowane leki – stanowi dla niego jedynie informację potrzebną przy układaniu diety. Nie jest to w żadnym wypadku powód do jakiejkolwiek Twojej negatywnej oceny. Jeśli na takiego trafisz – w tę pędy zmieniaj specjalistę. Dietetyk, który (nawet delikatnie) się z Ciebie nabija, próbuje Cię ośmieszyć, zawstydzić, czujesz, że brakuje w nim choćby krzty zrozumienia dla Twoich nawyków – to nie jest dobry wybór. Większość z nas spotkała się z naprawdę mnóstwem przypadków chorych/zdrowych/otyłych/chudych osób i nic nas nie zdziwi. To samo tyczy się wszystkiego co dietetykowi opowiesz. Jeśli męczą Cię bolesne wzdęcia brzucha, gazy, problemy z odbijaniem, wysypki w „ciekawych” miejscach – nie krępuj się i powiedz mu o tym! Może to stanowić ważną wskazówkę dla postępowania dietetycznego. Nie ma dla nas wstydliwych przypadków. Jeśli coś dotyczy żywienia i diety – zawsze jest naszą działką!


O co m.in. zapyta nas dietetyk podczas pierwszej wizyty
- wiek
- regularność miesiączkowania i wypróżnień
- przebyte/aktualne choroby/wyniki badań
- przyjmowane leki
- alergie i nietolerancje
- wykonywaną pracę i jej godziny
- aktywność fizyczną
- godziny pobudki/snu
- godziny, rodzaj przygotowywanych dań
- ilość i rodzaj wypijanych płynów
- nielubiane produkty


Kiedy podczas wizyty powinna nam zapalić się czerwona lampka

Dietetyk się z nas naśmiewa – była o tym mowa już wcześniej, ale się powtórzę – żaden prawdziwy dietetyk nie będzie oceniał naszych nawyków przez pryzmat emocji i subiektywnych odczuć. Profesjonalizm nie zwalnia oczywiście z „konstruktywnego oceniania naszych błędów”, ale w żaden sposób nie powinna pojawiać się w nim ironia.

Dietetyk obiecuje gruszki na wierzbie – jeśli wmawia nam, że na jego diecie schudniesz 7 kg w tydzień, jak najprędzej opuść ten gabinet. Restrykcyjne diety dawno już wyszły z mody i dobrze bo stanowią zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Szybki spadek kilogramów to równie szybkie przybieranie, w dodatku – z nawiązką.

Dietetyk wyklucza z diety „(niegdyś popularne) tuczące produkty” – takie jak np. makaron, ryż i chleb tłumacząc, że to właśnie jedząc je – tyjemy. Oczywiście, każdy dietetyk ma swoją metodę pracy, ale jeśli czytacie mój blog, wiecie, że jestem za umiarem i tego będę się trzymać. Wymienione produkty to źródło węglowodanów, które dają nam energię. Zgadzam się oczywiście, że produkty białe, oczyszczone powinny zostać z diety wyeliminowane, a przynajmniej ograniczone, ale żadna zdrowa dieta nie rezygnuje z ich wersji „pełno-przemiałowych”. Chleb razowy czy brązowy ryż nie tylko dostarczą nam sporej ilości witamin i minerałów, ale i zapewnią uczucie sytości, które będzie sprzyjać odchudzaniu. Zapisujemy więc: na diecie nie rezygnujemy z produktów zbożowych!

Dietetyk zapisuje mnóstwo suplementów – na opóźnienie wchłaniania tłuszczu z jedzenia (cokolwiek miałoby to znaczyć), na obniżenie kaloryczności dania (tak, słyszałam o takiej bajce), na magiczne tracenie masy ciała podczas snu (wciąż w to wierzymy) et ce tera. Nie ma takich cudów, a przynajmniej nikt jeszcze tego nie wymyślił, nie zbadał na 100% i nie opatentował. Nie ma wkładek do butów, które masując odchudzają. Nie ma przenośnej sauny, która topi tłuszcz. Tak samo nie ma tabletek, przy których bezkarnie będziemy jeść tonę hamburgerów. Koniec.

Dietetyk mówi, że głodówka rozkręci metabolizm – jest zupełnie odwrotnie. Dawno już udowodniono, że niejedzenie nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Schudniemy (z wody), a potem przytyjemy, a regularne stosowanie czegoś takiego rozwali nam metabolizm i późniejsza praca z „normalnym” już dietetykiem będzie wymagała jeszcze większego zaangażowania i cierpliwości (trzeba będzie nawrócić metabo na właściwe tory). Głodówka nigdy nie jest dobra. Nawet przy jelitówce.



Powyższy poradnik stanowi zapis teorii jaka została wyłożona mi podczas kształcenia jak również opiera się o moje doświadczenie w pracy w przychodniach. Zawiera elementy zwierzeń pacjentów, a także kolegów z branży, który daną metodę stosują. W żadnym więc wypadku, nie jest to stuprocentowy wyznacznik tego jak wygląda idealna wizyta (i jak będzie ona wyglądać w gabinecie Twojego dietetyka).

 CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Foto główne: Shutterstock/zdrowie.dziennik.pl
Reszta: foter.com

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Rety, czemu czegoś takiego nie przeczytałam wcześniej. Nigdy nie musiałam korzystać z porad dietetyka z powodu otyłości. Od jakiegoś czasu pojawiły się natomiast problemy jelitowe. Mój lekarz najpierw wprowadził dietę bezmleczną i bezlaktozową, co w pewnym stopniu pomogło ale polecił mi pewną dietetyk z Poznania. Zapowiadało się pięknie: tytuł doktora i prywatny gabinet wzbudzało zaufanie. Jednak spotkało mnie większość z tego co zostało ujęte haśle „kiedy powinna zapalić się czerwona lampka”. Mnie ta wizyta kompletnie rozczarowała, wyszłam ze łzami w oczach, czułam się oszukana, zmanipulowana i lżejsza o 300zł. Myślałam że może coś ze mną nie tak, ale ten artykuł utwierdził mnie w moich odczuciach.
    Opiszę jak wyglądała moja wizyta, może komuś się przyda. Na początku wypełniłam ankietę. Opisałam tam moją sytuację, wypisałam nietolerancję i ogólnie to czego nie mogę lub nie lubię spożywać. Został zważona na zwykłej wadze i rozpoczęła się wizyta. Najpierw zostałam zarzucona ulotkami z suplementami i w końcu również suplementami. Pani dietetyk zaczęła pisać dla mnie dietę (tak, w czasie gdy ja siedziałam u niej w gabinecie), powtarzała tylko „proszę mówić, ja umiem pisać i słuchać”. Przy okazji pośmiała się z moich posiłków. Gdy skończyła pisać powiedziała „dziękuję” i skończyła wizytę. Szok! Nie wytłumaczyła co robię źle, jak powinnam komponować swoją dietę. Nie dowiedziałam się nic. Dostałam 5 stron diety, po której przeanalizowaniu okazało się że w każdym posiłku mam mleko, ser, jogurty owcze i kozie (dieta bezlaktozowa!) oraz produkty które przez gardło mi nie przejdą co zaznaczyłam wyraźnie w ankiecie. Dawki suplementów, które mi wcisnęła również mnie nie dotyczyły. Przepraszam że tak długi ten komentarz, ale musiałam wyrzucić to z siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, bardzo dziękuję Ci za twój komentarz! Cieszę się, że zdecydowałaś się tutaj zwierzyć. Bardzo mi przykro z powodu Twojego rozczarowania. Właśnie tacy specjaliści psują nam opinię, bo potem zarzuca się wszystkim, że się nie znamy, nie potrafimy i wierzymy w reklamy. Życzę Ci mnóstwa zdrowia, a jeśli kiedyś będziesz musiała zdecydować się na kolejną wizytę - wspaniałego dietetyka, który doskonale Cię zrozumie i wesprze. Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. Ten bloog wiele mnie nauczył!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana dziękuje za tyle cennych informacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się przydadzą! :)

      Usuń
  4. Świetny artykuł! Sama kiedyś poszłam do dietetyka z niedowagą i zniesmaczyłam się strasznie kiedy po moich zwierzeniach Pani Dietetyk skomentowała "Z takiego szkieleta to trzeba zrobić kobietę!". Nie poszłam już do niej, znalazłam innego dietetyka z którego byłam bardzo zadowolona, ale niesmak po tamtej wizycie pozostał...

    Mam jednak jedno pytanie : Piszesz, że głodówka nie jest dobra nawet podczas grypy jelitowej, tymczasem na każdej stronie internetowej można przeczytać, że jest ona wskazana w pierwszej dobie grypy. Co w takim razie ty polecasz? Lekkostrawne produkty? Możesz podać jakieś przykłady? Z góry dziękuję Ci za odpowiedź! Pozdrawiam serdecznie Aneta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Aneto,
      bardzo dziękuję Ci za komentarz. Przykro mi, że początki Twojej przygody z dietetykiem były takie niemiłe. Dobrze, że kolejny specjalista zdołał to odczarować :)
      Co do głodówki przy jelitówce - tak ściślej to nie chodziło mi o tę pierwszą dobę bo wtedy to zwykle nikomu się nie chce nic jeść, prawda? :) Więc siłą naturalną sami stronimy od jedzenia. Większość jednak z nas, już na drugi dzień odczuwa mały głód co moim zdaniem jest sygnałem, że organizm powoli daje sobie radę z chorobą i obowiązkowo powinno się go wspomóc czymś lekkim - pszenną kanapką z odrobiną masła, chudą wędliną, jajkiem na miękko, lekką, niezabielaną zupą lub puree ziemniaczanym z chudym indykiem. Cokolwiek na widok czego wraca nam apetyt, a nie obciąży nadto naszego żołądka. Zgodzę się bowiem, że w tych pierwszych dniach dieta MUSI być lekkostrawna, ale nie jestem za tym by siebie - i dorosłego i dziecko - głodzić. Wystarczająco już się ten organizm oczyścił biegunką i wymiotami, dlatego nie widzę powodu by ciągnąć to dalej zabraniając jedzenia. Jeśli w pierwszym dniu pacjent po kilku godzinach od "rewelacji żołądkowych" miałby ochotę na kawałek chleba - również bym mu na to pozwoliła. Moją opinię zbudowałam na opinii znajomej lekarki oraz własnych doświadczeniach, być może nie każdemu ona się spodoba. Moim zdaniem - zawsze należy kierować się i rozumem i intuicją. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Czy jest sens wybierania się do dietetyka przy wahaniach TSH? Nie mam już tarczycy kilka lat, a od roku nie możemy się z endokrynologiem (+ kliniką) wstrzelić w odpowiedni poziom hormonów. Wszystko się rozsynchronizowało po tabletkach na alergię :/ Tylko w ciągu tego roku miałam już lekką niedoczynność i nadczynność z TSH na poziomie 0,01. Wszystko to oczywiście odbija się na apetycie, wadze itd. Taką zabawę będę mieć już całe życie, a wiem, że to wszystko nie jest obojętne na to co jem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dobrze wybrać się do dietetyka, chociażby ustalić zdrowe, zbilansowane żywienie. Niestety - tak jak mówisz, trudno się prowadzi pacjentów z nieuregulowanymi hormonami, ale na pewno nie warto robić nic na własną rękę i potęgować problemów na przyszłość. Dietetyk (prawdziwy, a nie z kursu czy NT i innych podobnych) dobierze właściwą dietę ale i suplementację, która też na pewno wspomoże regenerację organizmu.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. Same cenne i bardzo przydatne informacje. Zebrałaś wszystko w jednym wpisie - dzięki:)

    OdpowiedzUsuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ