Najnowsze Posty

Ekspertowałam - Światowy Dzień Serca Kraków

By 21:34 ,


W przeddzień Światowego Dnia Serca, który tak śnił mi się po nocach - musiałam się oczywiście pochorować. Pominę już fakt spania na niewygodnej kanapie byle tylko nie zarazić Jaśka (i tak się zaraził!). Nałykałam się chyba z tuzin ząbków czosnku, wypiłam hektolitry herbat z czarnym bzem, zaaplikowałam syrop cebulowy i wszelkiej maści polopiryny. Nie powiem - coś poluzowało. Ale moja głowa przypominała raczej jedną wielką banię, która zaraz pęknie. A przynajmniej - tak mi się wydawało.


Niezrażona, wstałam w niedzielę rano, wyubierałam się w marynarki (GŁUPIA! Było zimno!) i poszybowałam do Krakowa. W między czasie ostro jeszcze się dokuwałam. Fakt "ekspertowania'' na żywo przerażał mnie chyba bardziej niż ta scena i prowadzenie konkursu.


Po tej imprezie, w nocy o północy wyrecytuje chyba ciśnieniową i cholesterolową wiązankę.

Ale na rynek dotarłam, nie zabiłam się po drodze ani nie wsiąkłam z nerwów w ziemię. Szefowa i ekipa dodała skrzydeł i jakoś poszło. Na stoliku czekała na mnie poniższa plakietka. Ohoho! Pofrunęłam na wyżyny :)



Anna P-K napisała:

"Z pierwszą osobą będzie może trudno, z drugą może też nie najlepiej ale przy trzeciej złapiesz już wiatr w żagle i pozycja eksperta zacznie sprawiać Ci frajdę. Obiecuję."
I miała kobieta absolutną rację! Pierwsze koty za płoty szły kulawo. Przy kolejnych - tak się nakręciłam, że chyba nie chcieli mnie już słuchać. 

"Dowiedziałam się od Pani mnóstwa ciekawych rzeczy'' - te słowa były dla mnie największą nagrodą.



Ze sceną też popłynęło w miarę gładko. 
Najpierw omówienie szczegółów - i do boju!


Nie będę tu kadzić, jakim to nie byłam niewiarygodnie elokwentnym mówcą albo, że niejeden prezenter telewizyjny mógłby się schować. Nie sprawiało mi to frajdy, a w nogach to miałam chyba ze stado pędzących mrówek. Tak mi drżały. Zdecydowanie wolę gadać do tłumu swoim głosem. Mikrofon mnie wkurza. Oj, BARDZO WKURZA!


Ale powiedziałam swoje, nie spaliłam się do końca więc chyba mogę uznać, że egzamin zaliczyłam pozytywnie.

 fot. Paweł Kołacz
W dodatku poznałam najstarszą w Polsce dj-kę - Wikę. Ta niezwykle energetyczna kobieta wręcz zmusza do tego by się uśmiechnąć. Jest niesamowita!

 fot. Paweł Kołacz

Całość ocieplały nasze dwa serducha, które krążąc po rynku - ściągały do nas rzesze chętnych na badania. Momentami robiło się gorąco. Dosłownie i w przenośni :)



Chciałam sobie pogadać ale nie mieli już dla mnie miejsca. Ilość profesorów nadzwyczajnych i prze-zwyczajnych od żywienia, leczenia i profilaktyki - przerosła ich chyba :)


W przerwie, z koleżanką farmaceutką - w asyście Jej córeczki i męża - wybrałyśmy się na obiad. Wybór padł na pobliską ''Truflę''. Klimatycznie ...


Na sam koniec tej bajki, wylądowałam w przy-rynkowej restauracji. Sponsorzy się postarali.

Zaznałam więc nieco luksusu, popiłam herbatą i pędem powróciłam do zasmarkanego domu. 
Jaś wyprzytulał się do mnie na całego - jak nigdy. Nie widział mamusi cały Boży dzień. 
A zmęczona i chora mamusia, właśnie w takiej chwili poczuła się absolutnie SZCZĘŚLIWA !!!


Tekst powstał w oparciu o własne materiały zdjęciowe oraz dzięki uprzejmości firmy ASA oraz agencji ARTSART

 


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

3 komentarze

ZOBACZ RÓWNIEŻ