Najnowsze Posty

Dzieciaki (i dorośli też :) lubią frytki. Jeśli odpowiednio je przygotujemy - wcale nie będą dla nich czymś złym, skąpanym w samym tłuszczu (jak w przypadku tych tradycyjnie smażonych), a wręcz przeciwnie - może w ten sposób zachęcimy je do zjedzenia dodatkowej porcji warzyw. W końcu, frytki można przygotować z różnych produktów - nie tylko z ziemniaków Rewelacyjnie smakują te z batatów, ale także z marchewki, korzenia pietruszki, a nawet z buraków.

1 porcja to ok:
300 kcal
10 g błonnika
6 g białka
12 g tłuszczu
43 g węglowodanów

FRYTKI Z WARZYW - Z ZIEMNIAKÓW, BURAKÓW, MARCHEWKI I PIETRUSZKI
Składniki (na 3 osoby):
4 ziemniaki
2 większe marchewki
2 większe pietruszki
1 większy burak
4 łyżki oliwy* 
sól, pieprz i ew. inne przyprawy (np. zioła prowansalskie, bazylia, oregano lub inne)

Warzywa kroimy w słupki, wysypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Rękoma obtaczamy je w oliwie oraz w przyprawach. Pieczemy ok. 30-40 minut w ok. 200*C (opcja góra-dół; przy końcu można temperaturę podnieść + termoobieg aby je podpiec). Frytki będą gotowe gdy ładnie się pomarszczą i odpowiednio zmiękną. Ja najczęściej podaję je z jogurtowym dipem (jogurt + przyprawy) i np. kawałkiem ryby. Tutaj - halibuta upiekłam w osobnym naczyniu. Do warzyw dorzuciłam również krążki cebuli.

*zazwyczaj przyjmuję ok. 1 łyżki oliwy na 1-1,5 ziemniaka 

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


NOTATKA PRASOWA 
- PATRONAT MEDIALNY




Jeśli wydaje ci się, że zdrowy styl życia to batoniki proteinowe oraz godziny przesiedziane na siłowni, jesteś w ogromnym błędzie. Wątpliwości pozwoli Ci rozwiać HEALTHY LIFESTYLE SHOW 2018, które odbędzie się w dniach 24-25.02.2018 r. na Stadionie PGE Narodowym w Warszawie.

HEALTHY LIFESTYLE SHOW 2018 to jedyne wydarzenie w Polsce, które koncentruje w jednym miejscu najlepszych specjalistów ze świata dietetyki oraz sportu. Osoby z pierwszych stron sportowych magazynów zdradzą ci tajniki dobrego wyglądu oraz witalności. Podczas wydarzenia będziesz miał możliwość m.in. spróbowania swoich sił w wielu dyscyplinach sportowych, a także dowiesz się w jaki sposób ukoić nerwy po ciężkim dniu pracy.

Nie popadamy w skrajności, nie sugerujemy słuszności wyboru jednego stylu odżywiania i treningu. Po szalonym świecie FIT teorii oprowadzi Was Ewa Chodakowska oraz Tomasz Choiński - Ambasadorzy wydarzenia, jak również wielu innych entuzjastów sportu. Bądźcie w tych dniach z nami na PGE Narodowym! :)

Zbilansowana dieta, fitness, zdrowa żywność, ekologia, sport, zdrowie i uroda to tylko niektóre hasła, wokół których koncentrować się będzie wydarzenie.
W programie imprezy oprócz samej wystawy targowej przewidziane są liczne wydarzenia towarzyszące. Podczas HEALTHY LIFESTYLE CONGRESS - Konferencji poświęconej tematyce zdrowego stylu życia, posłuchamy między innymi o:

- Podstawowych błędach żywieniowych w diecie XXI wieku
- Sposobach na zapobieganie kontuzjom wśród biegaczy
- Ilości białka jaka jest niezbędna w diecie sportowca
- Innowacyjnych metodach treningowych
- A także o tym czy ciąża – to powód by rezygnować z biegania?

Ponadto swoimi treningami i wystąpieniami zmotywują Was do działania m.in. Ewa Chodakowska, Tomasz Choiński, Anna Dziedzic, Klaudia Szczęsna, Anna Szczypczyńska, Łukasz Jakóbiak, Sylwia Sobota czy Arkadiusz Tańcula.

Sprawdź kto jeszcze jest Gościem Specjalnym wydarzenia: PRELEGENCI
Wśród pozostałych atrakcji wydarzenia znalazły się warsztaty dietetyczne, pokazy sztuk walki, strefa metamorfozy, warsztaty treningowe i taneczne oraz strefa chillout’u.

Strona internetowa wydarzenia: HLS

Termin: 24-25.02.2018
Lokalizacja: Stadion PGE Narodowy w Warszawie
Bilety: HLS



Pasztety roślinne to coś co uwielbiam. Jeśli tylko ma się sprawdzoną, dobrą bazę, można je przygotować w zasadzie ze wszystkiego! Zwykle są to jakieś strączki (ciecierzyca, fasola, soczewica), warzywa (często korzeniowe), ulubione przyprawy, z dodatkiem (lub bez) jajek oraz kasz (najczęściej jaglanej bądź manny). Nie ma chyba osoby, która nie potrafiłaby upiec go w swoim domu samodzielnie. Nie trzeba nic żmudnie mielić i smażyć, tak jak to bywa w przypadku tradycyjnych pasztetów - wystarczy zetrzeć, udusić (albo i nie), pomieszać i upiec. Dodatek do pieczywa dla całej rodziny, na przynajmniej kilka dni gotowy. Proste, prawda? :)

Mój dzisiejszy pasztet mnie samą zaskoczył. Bazowałam na przepisie Eryka Wałkowicza (książka "Kuchnia roślinna dla każdego") i przyznam Wam szczerze, że zakochałam się na zabój (w pasztecie oczywiście - Męża mam :) Smarowidło wyszło cudowne - delikatne, wilgotne i naprawdę pyszne! Pobiło o głowę nawet mój ukochany pasztet z soczewicy i curry KLIK. A jego skład - iście jesienny. W sam raz na chłodne wieczory pod kocykiem. Polecam gorąco (książkę też bo jest boska! :) 

1 plaster to ok:
100 kcal
1,5 g błonnika
3 g białka
6 g tłuszczu
8 g węglowodanów

PASZTET Z CIECIERZYCY, DYNI, MARCHEWKI, PIETRUSZKI I CUKINII Z KASZĄ JAGLANĄ
Składniki (na ok. 20 plastrów):
1 i 1/2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej
1 szklanka startej dyni (miałam Hokkaido)
1 szklanka startej cukinii
1 szklanka startej marchewki
1 szklanka startej pietruszki (korzeń)
1 szklanka nasion słonecznika
1 cebula
4 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka oregano
2 + 2 duże łyżki oliwy
sól, pieprz

Cebulę kroimy w kostkę, szklimy w dużym garnku na 2 łyżkach oliwy. Wszystkie pozostałe warzywa ścieramy na tarce na małych oczkach i dorzucamy do cebuli. Dusimy kilkanaście minut aż zmniejszą swoją objętość i zmiękną. W między czasie przepłukujemy kaszę jaglaną gorącą wodą i gotujemy według przepisu na opakowaniu. Słonecznik mielimy w młynku do kawy. 

Do warzyw dorzucamy ciecierzycę, kaszę, słonecznik i sos sojowy i miksujemy tak, aby nie zostały żadne kawałki warzyw. Dodajemy pozostałą oliwę. Wszystko porządnie doprawiamy (mi zeszło ok. 5-6 dużych szczypt soli) i przekładamy do blaszki keksówki wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok. 50 minut w 180*C, opcja góra dół. Upieczony pasztet studzimy, a następnie wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Dopiero wtedy kroimy (wcześniej mógłby się rozpaść). Enjoy :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Założę się, że przynajmniej raz mieliście okazję próbować klopsików made in IKEA :) Marka oferuje szwedzkie kuleczki w dwóch wersjach - mięsnej i wegańskiej. Mi przypadły do gustu zwłaszcza te drugie, dlatego pieczołowicie próbowałam rozłożyć je na czynniki pierwsze grzebiąc po nich widelcem. Nie wiem czy taki dokładnie jest ich skład, ale z dodatkiem sosu pomidorowego, smakiem łudząco przypominają te ikeowskie. Może i moje nie są takie idealnie równiutkie i malutkie ale myślę, że warto je przygotować. Wypróbujcie i dajcie znać! :)

2 klopsiki to ok:
125 kcal
1,5 g błonnika
4 g białka
4 g tłuszczu
18 g węglowodanów

KLOPSIKI WARZYWNE
Składniki (na ok. 14 sztuk):
puszka konserwowej ciecierzycy 
1/2 szklanki konserwowej kukurydzy*
1/2 małej marchewki
1/2 małej pietruszki
kilka różyczek brokułu
1/2 małej, czerwonej papryki
3 łyżki drobniutko posiekanej natki pietruszki
3 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki oliwy
2 łyżki sosu sojowego
sól, pieprz

Cieciorkę odsączamy, wrzucamy do miski i dokładnie blendujemy. Marchewkę, pietruszkę i brokuł lekko podgotowujemy (mają być półtwarde), kroimy w kosteczkę i dorzucamy do cieciorki. Również i paprykę kroimy w kostkę i wrzucamy do miski. Dodajemy natkę, oliwę, mąkę i sos sojowy, dokładnie mieszamy i doprawiamy solą oraz pieprzem. Jeśli masa jest zbyt kleista (nie może być super gładka i sucha, ale taka, żeby dało się z niej formować klopsy), dodajemy jeszcze nieco mąki (dla odmiany może być już zwykła). Lekko zwilżonymi dłońmi formujemy kuleczki i układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Pieczemy ok. 30 minut (max!) w 190*C na środkowej półce. Można je też usmażyć - zapewne będą jeszcze smaczniejsze :) Obowiązkowym dodatkiem jest oczywiście sos pomidorowy. W sezonie robię go ze świeżych (sparzonych, obranych, z dodatkiem bulionu), jesienią i zimą - z domowego przecieru lub krojonych pomidorów z kartonika.

* w wersji ikeowskiej jest jeszcze zielony groszek, więc ewentualnie możecie dodać 1/4 szklanki kukurydzy i 1/4 groszku.

** przygotowując klopsiki, bazowałam na przepisie Eryka Wałkowicza z książki "Kuchnia roślinna dla każdego"

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Nie jest to może najbardziej wyrośnięty bochenek w historii wypieków, ale na pewno warty uwagi jeśli szukacie w sieci prostego przepisu na domowy chleb, zwłaszcza chleb z ziarnami. Jego przygotowanie jest tak banalne i szybkie, że nawet takie antytalencie "piekarnicze" jak ja dało sobie z przepisem radę (no, może wyszedł mi nieco niższy :) Recepturę podkradłam Tacie, który ostatnio - obok prowadzenia szklarni, robienia słoików i domowych wędlin - zaczął tworzyć i chleb. Gorąco polecam bo zjecie do ostatniego okruszka!

1 kromeczka to ok:
75 kcal
2 g błonnika
3 g białka
3 g tłuszczu
9 g węglowodanów

DOMOWY CHLEB PEŁEN ZIAREN
Składniki (na blaszkę ok. 30 cm; ok. 28 kromek):
1 szklanka ciepłej wody*
25g drożdży świeżych
1/2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
1 szklanka mąki tortowej**
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej albo orkiszowej
1 szklanka dowolnych otrębów (np. pszenne + owsiane)
1/2 szklanki ziaren siemienia lnianego
1/4 szklanki nasion słonecznika
1/4 szklanki ziaren sezamu
1 płaska łyżka nasion czarnuszki
3 łyżki pestek z dyni

NA KOŃCU:
roztrzepane białko jaja (opcjonalnie)
pestki dyni, czarnuszka
papier do pieczenia albo masło i bułka do formy, która przywiera

Przygotowujemy mikser (najlepiej taki z samoobrotową misą) razem ze specjalnymi mieszadłami do pieczywa***. Do misy  drobimy drożdże, dodajemy cukier i zalewamy wodą, dokładnie rozrabiamy. Następnie kolejno, aż zaczyn zacznie pracować ("wzburzeje"), dodajemy pozostałe składniki: mąkę, ziarna i przyprawy, dokładnie "miksujemy". Ciasto odstawiamy na ok. 40-60 minut, przykryte bawełnianą ściereczką, aż podwoi swoją objętość. Przekładamy je do blaszki, wyrównujemy i smarujemy białkiem. Posypujemy odrobiną czarnuszki oraz dynią. Chleb pieczemy w 180*C przez godzinę (opcja góra-dół, bez termoobiegu). Po upieczeniu studzimy na zewnątrz.

*ważne, abyście od początku do końca używali tej samej szklanki; stąd wyliczenia dot. wartości odżywczej 1 kromki mogą być niemiarodajne, bowiem dla każdego szklanka może oznaczać nieco inną miarę; ziaren można dodawać ciupinkę mniej - zatem 1/4 szklanki to takie mniejsze 1/4 :)
**mój Tata wykorzystywał różne kombinacje; najlepszy chlebek wychodzi oczywiście na jaśniejszej mące - lepiej wyrasta, a moim zdaniem, ilość ziaren rekompensuję niską wartość odżywczą takiej mąki
***takie zakręcone; to są chyba tzw. mieszadła do "mięszenia" / "mięsienia" ciasta? Niestety nie pamiętam  dobrze tego zakresu ze studiów :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Ostatnio wrzucałam przepis na super szybką i smaczną przekąskę - pieczonego bakłażana KLIK. Dziś, na bazie pasty z tego warzywa, chciałabym zaproponować Wam przygotowanie sosu, a raczej gęstego dipu do makaronu. Bardzo sycący i odżywczy, a przy tym naprawdę pyszny - głównie dzięki temu, że bakłażan cechuje tzw. smak umami (piąty smak; a'la maggi). Powstały dip możecie wykorzystać również jako dodatek do pieczywa albo krakersów. Może posmakuje również i Waszym milusińskim :) Koniecznie wypróbujcie! Miłego dnia!

Porcja sosu-pasty z ok. 65g suchego makaronu z pełnego ziarna to ok:
410 kcal
10 g błonnika
12 g białka
13 g tłuszczu
60 g węglowodanów

MAKARON Z SOSEM Z PIECZONEGO BAKŁAŻANA, CUKINII, PAPRYKI I POMIDORA
Składniki (na 4 porcje):
1/2 czerwonej papryki
1/2 żółtej papryki
1 mała cukinia
1 pomidor sparzony i obrany ze skórki
1/2 całości tego przepisu KLIK (pieczony bakłażan)
1 ząbek czosnku
1 średnia cebula
2-3 łyżki oliwy
sól, pieprz

Na rozgrzanej oliwie szklimy pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany czosnek. Dorzucamy kostkę z papryki i dusimy kilka minut. Dorzucamy obraną i pokrojoną w półtalarki cukinię, chwilę dusimy, aż zmięknie. Na końcu dodajemy pokrojonego pomidora oraz pastę z bakłażana. Całość dobrze łączymy, doprawiamy. Pasta-sos świetnie smakuje zarówno z makaronem tagliatelle, jak i ze świderkami.


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Kiedyś sądziłam, że pewnych warzyw nie da się lubić. Na mojej liście znajdowały się więc bakłażan, awokado i karczochy, do których w żaden sposób nie mogłam się przekonać. Dziś myślę, że była to po prostu kwestia złego do nich podejścia - awokado nie potrafiłam dosmaczyć, a karczochów próbowałam na pizzy, która była spalona. Teraz bez tego pierwszego nie wyobrażam sobie śniadania - guacamole to idealny dodatek do jajka w koszulce lub do bananowego koktajlu ze szpinakiem. Bakłażan w pysznej wersji pokazała mi z kolei Przyjaciółka, a co do karczochów ... No, cóż ... Zrobię kiedyś podejście drugie - ale i tym razem bezpiecznie smakując coś sprawdzonego u bardziej zaprawionych w nich znajomych (ktoś chętny? :)

Bakłażan, warzywo, które miąższem przypomina cukinię. Niegdyś wydawało mi się twarde i jakieś takie łykowate. Dodane do lecza - skrupulatnie robiło "out" z mojej porcji. Kasia* pokazała mi prostotę - połówki bakłażana natarte solą i skropione aromatyczną oliwą.
- Zobaczysz, że nie uda Ci się zachować wszystkiego do pasty, wcześniej zjesz łyżeczką przynajmniej jedno - mówiła. I faktycznie tak było!

Ciekawe na przekąskę, najlepsze na ciepło! Dzięki smakowi umami - potrzebuje niewiele doprawiania. Po zmiksowaniu powstaje pasta, którą wykorzystacie do krakersów, pieczywa, albo do makaronu. Przepisem (również od Kasi :) na ten ostatni podzielę się z Wami już niedługo. 

I choć wyglądem bakłażan nie zachwyca - smak naprawdę ma boski! Naprawdę! 

1 porcja (połówka na przekąskę) to ok:
120 kcal
1 g białka
10 g tłuszczu
7 g węglowodanów

JAK UPIEC BAKŁAŻANA
Składniki (na 4 porcje):
2 bakłażany
4 łyżki oliwy
2-3 duże szczypty soli
1 łyżka sosu sojowego
papier do pieczenia

Umyte bakłażany pozbawiamy "czubków", dzielimy na połówki. Wykładamy na blachę z papierem, nacieramy solą (całe), sosem sojowym (miąższ) i oliwą - dokładnie z każdej strony. Odstawiamy na 10-15 minut aby smaki "przeszły". Warzywa układamy miąższem do dołu i pieczemy ok. 20-22 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C - aż wierzch ładnie się pomarszczy. Chwilę studzimy i ... łyżeczka w dłoń - można wyjadać środek jak w kiwi :)

EDIT: zdaniem niektórych, bakłażan należy wcześniej posolić, odstawić, a następnie wypłukać - to miałoby usunąć posmak goryczki. Ja za pierwszym razem tak nie zrobiłam i warzywo wyszło mi cudownie miękkie i słodkie. Za drugim jednak razem, trafiłam chyba na bardziej felerny okaz bo za nic nie chciał zmięknąć. Dlatego za parę dni wypróbuję sposób z płukaniem.

*Katarzyna Cybulska, dietetyk Falck, Kraków;
adres mailowy do kontaktu: diet.cybulska@gmail.com 
specjalizuje się w żywieniu pacjentów diabetologicznych


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U







Końcówka lata dla każdego bywa ciężka. Tegoroczna wyjątkowo, bo wraz z ostatnim dniem sierpnia, słońce błyskawicznie się zbuntowało i ustąpiło miejsca szarudze i chmurom deszczowym. 

Żółty to podobno kolor optymistów. Słoneczny, radosny i wyjątkowo pyszny jeśli mówimy o koktajlach. Na poprawę humoru proponuję Wam więc szejka a'la mango lassi - z jogurtem, bananem, kardamonem i mango właśnie. Smaczniejszego! :)

INNE CIEKAWE PROPOZYCJE NA KOKTAJL
Koktajl owocowy z natką pietruszki KLIK
Koktajl owsiany z kalafiorem i karobem KLIK

1 porcja to ok:
180 kcal
2 g błonnik
5 g białka
2 g tłuszczu
35 g węglowodanów

KOKTAJL A'LA MANGO LASSI
Składniki (na 3 szklaneczki):
1 duży, dojrzały banan
1 dojrzałe mango
300g naturalnego, gęstego jogurtu
ew. woda mineralna 
łyżka miodu / ksylitolu
kardamon

W naczyniu miksującym umieszczamy wcześniej schłodzone w lodówce, obrane i pokrojone owoce oraz jogurt i dokładnie blendujemy. Można dodać odrobinę wody. W czasie miksowania dodajemy dowolne słodzidło (u mnie ksylitol) i dużą szczyptę kardamonu. Koktajl przelewamy do szklanek, dekorujemy odrobiną przyprawy.


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Soczewica to zdecydowanie moja miłość - nie ma chyba strączku, z którego można wyczarować tyle pyszności w tak szybki i prosty sposób. Nic nie trzeba namaczać, nic długo gotować. Wystarczy pomysł, odpowiednie składniki i już :) 

Dzisiejsza propozycja to moja kolejna wariacja "na temat". Wcześniej były m.in. pasztety KLIK i KLIK, pasta KLIK, sos do spaghetti KLIK, zupy KLIK i KLIK i wiele innych. Teraz kolejne smarowidło do pieczywa, które - choć nie wygląda zbyt atrakcyjnie (niestety) - smakiem przypadło do gustu zwłaszcza Mężowi. Lekkie, ale z wyrazistym aromatem papryki i cebuli, ja miałam wrażenie jakby nieco przypominał smalec. Wypróbujecie? :)

1 łyżka to ok.:
80 kcal
1,5 g błonnika
3,5 g białka
3 g tłuszczu
9 g węglowodanów

PASTA Z SOCZEWICY Z GRILLOWANĄ PAPRYKĄ I CEBULĄ
Składniki (na ok. 20 łyżek):
niecałe 1 i 1/2 szklanki suchych nasion soczewicy (ja miałam szklankę czerwonej, resztę zielonej; ok. 270g)
1/4 szklanki wrzącej wody / wywaru warzywnego (lub mniej, orientacyjnie)
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1/2 średniej czerwonej papryki
duża cebula
duży ząbek czosnku
1 łyżka oliwy do grillowania + 4 łyżki oliwy do nasion
1 łyżka sosu sojowego
2 duże szczypty soli
świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka suszonego oregano
specjalna dostawka do blendera na pesto
patelnia grillowa lub grill elektryczny

Nasiona gotujemy w wodzie aż się rozpadną, odsączamy na sicie. Paprykę i cebulę kroimy w paski, czosnek w plasterki, wrzucamy na patelnię grillową przesmarowaną oliwą. Gdy warzywa lekko zczernieją i zmiękną, przekładamy je do dostawki na pesto, dodajemy sos sojowy i pulsacyjnie, kilkukrotnie naciskamy spust blendera (mają zostać niewielkie kawałeczki warzyw, nie papka). Ugotowaną soczewicę natomiast, dokładnie blendujemy z oliwą, dodajemy wywar (ale stopniowo, można zostawić na potem i ew. szukać swojej konsystencji), przecier, następnie kawałki warzyw, łączymy. Całość doprawiamy. Pasta świetnie smakuje np. z ogórkiem kiszonym i grubym szczypiorem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


To kolejna z zup, które w moim rodzinnym domu jada się bardzo często. Tata, który aktualnie ma trzy duże szklarnie, z czego dwie z ogromem pomidorów uginających się na gałązkach, przygotowuje ją zwykle na maśle, bez mięsa, czyli dla mnie - IDEAŁ :) Nie byłabym sobą gdybym jej nieco nie podrasowała, wzbogacając o więcej białka roślinnego, ale Wy soczewicę możecie spokojnie pominąć - będzie po prostu mniej syta.

Taką zupę jadamy okrągły rok, bo Rodzice szykują przeciery, które sukcesywnie im podkradamy (że niby dla Wnuka) :) Zupa jest pyszna z domowo robionym makaronem. My najczęściej jadamy ją z kaszą jaglaną, czasami też z ryżem. Mua!

Porcja zupy z 3 pełnymi łyżkami ugotowanej kaszy jaglanej (ok. 100g) to ok:
300 kcal
7 g błonnika
12 g białka
7 g tłuszczu
45 g węglowodanów

ZUPA Z PRZECIERANYCH POMIDORÓW
Składniki (na ok. 6 porcji):
przynajmniej 6-7 bardzo dużych, mięsistych, miękkich pomidorów (ja wybieram malinowe)
5-6 szklanek wody
3/4 szklanki suchej, czerwonej soczewicy
2 łyżki śmietany 12%
2 łyżki oliwy
sól, pieprz, sos sojowy
zielenina (natka pietruszki, świeża bazylia albo koperek)

Pomidory w całości kroimy w dużą kostkę (prócz szypułek), wrzucamy do garnka z nieprzywierającym dnem i we własnym soku dusimy aż się rozpadną (na małym ogniu). Miksujemy je następnie blenderem (bardzo dokładnie) i porcjami przecieramy przez metalowe sitko (drewnianą łyżką). Przecieramy dotąd, dopóki na sitku nie zostaną same ziarenka. Wtedy do przetartego sosu dolewamy wodę, wsypujemy soczewicę i gotujemy, aż strączki będą miękkie (na niewielkim ogniu). Przy końcu zaprawiamy śmietaną (śmietanę przekładamy do kubeczka i porządnie roztrzepujemy z chochlą zupy). Znów blendujemy. Zupę dobrze przyprawiamy (jest jałowa) solą, sosem sojowym oraz pieprzem dla smaku. Do gotowej dodajemy oliwę dla smaku.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


W kalendarzu dopiero 15 sierpnia, a w powietrzu już czuje się nadchodzącą końcówkę lata. Dzisiejszej nocy ubrałam już nawet długie spodnie od piżamy, co dla mnie oznacza, że zostało już naprawdę niewiele :) My wprawdzie na urlop wyjeżdżamy dopiero teraz, ale - zapewne jak większość z Was - już myślimy o wyprawce przedszkolnej na nowy rok szkolny Jasia, o przemeblowywaniu mieszkaniu czy zbliżających się jesiennych uroczystościach. 

Janka przedszkole jest zamknięte cały sierpień. Część miesiąca musieliśmy więc mocno podzielić między sobą. Wczoraj wreszcie udało mi się skończyć parę zleceń, szykując w między czasie obiad świąteczny i kombinując nową, zdrową słodycz.

Nie będę Was oszukiwać, że tarta smakuje niczym wyjęta wprost spod ręki najznakomitszego cukiernika. Zależało mi na zrobieniu czegoś smacznego, ale i zdrowszego niż zazwyczaj (jeśli obserwujecie mnie na Insta KLIK albo Fb KLIK, wiecie, że staram się w każdy weekend zrobić coś słodkiego). Padło więc na moje sprawdzone ciasto do tart KLIK, które wykorzystuję przy obiedzie (teraz jeszcze nieco lżejsze) i nadzienie z "budyniu" jaglanego z borówkami. Tarta nieźle zapycha, więc jeden kawałek spokojnie starczy Wam na raz. Można nawet powiedzieć, że świetnie nada się na ... śniadanie :) Nie jest to może kremowe, puszyste nadzienie jak w przypadku bitej śmietany, ale jeśli na co dzień nie słodzicie / nie doprawiacie zbyt mocno, a po słodycze sklepowe nie sięgacie zbyt często, tarta powinna Wam posmakować. Dajcie znać jak Wam wyszła i co ewentualnie byście w niej zmienili / dodali.
Udanego wtorku!

1 kawałek to ok:
250 kcal
3 g błonnika
8 g białka
9 g tłuszczu
34 g węglowodanów

PEŁNOZIARNISTA TARTA Z JAGLANYM NADZIENIEM Z BORÓWKAMI
Składniki (na 12 trójkątnych kawałków):
SPÓD
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (ok. 200g; moja sprawdzona to Lubella)
1 duże jajko
50g schłodzonego masła + 2 łyżki gęstego naturalnego jogurtu
6 łyżeczek lodowatej wody
mała szczypta soli
1 pełna łyżka ksylitolu

NADZIENIE
1 szklanka kaszy jaglanej
ok. 5-6 szklanek mleka 2% 
4 łyżki ksylitolu
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki oleju lnianego / oliwy extra vergine o delikatnym smaku
przynajmniej 250g borówek + ew. inne, najlepiej kwaskowate owoce

Z podanych składników na spód zagniatamy szybko ciasto, schładzamy w lodówce ok. 10 minut. Następnie rozwałkowujemy je na okrągły placek, wykładamy nim formę do tarty (tak, aby zawinąć nieco na brzegach), ścinamy nadmiar, nakłuwamy widelcem i pieczemy ok. 12-15 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C (góra-dół, termoobieg) - ale tak by spodu nie spalić.

Do garnka z grubym, nieprzypalającym się dnem wsypujemy przelaną wrzątkiem kaszę, dodajemy mleko, ksylitol, olej i sok z cytryny. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i co jakiś czas mieszając, gotujemy aż kasza wchłonie cały płyn i będzie bardzo miękka (!). Wtedy kaszę blendujemy na budyń, ewentualnie doprawiamy (raczej sokiem z cytryny niż ksylitolem - ja dałam za mało i myślę, że tarta wyszła trochę zbyt mdła). Budyń ma być gęsty, ale nie tak by włożona łyżka stała sztorcem :) On zgęstnieje podczas chłodzenia. W związku z tym, początkowo dając 5 szklanek mleka, pod koniec dolewałam jeszcze jedną (ale sprawdźcie i oceńcie sami).

Budyń lekko studzimy (ale dosłownie do 10 minut), wylewamy na upieczony spód, rozkładamy owoce, lekko je wciskając. Tartę studzimy w temperaturze pokojowej, następnie chłodzimy przez kilka godzin w lodówce (przykrytą papierowym ręcznikiem by nie przeszła zapachami innych produktów).

Koniecznie pamiętajcie o lekkim dokwaszeniu albo sokiem z cytryny albo już wysypywanymi owocami. Raczej nie dodawajcie słodkich truskawek czy brzoskwiń - tu potrzeba duuuużej ilości czegoś wyrazistego.

Smacznego :)
Inspiracja kremu: Jadłonomia

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


ZOBACZ RÓWNIEŻ