Najnowsze Posty
Większość z nas poszukuje na co dzień łatwych i tanich rozwiązań obiadowych. Jeśli w dodatku uda się je przygotować w sposób zdrowy - będzie idealnie! Takim przykładem mogą być jednogarnkowe potrawki z kaszą, ryżem lub makaronem. Zwłaszcza te ostatnie świecą tryumfy - uwielbiamy przecież różnego rodzaju pasty, które przygotowuje się w mig. Dziś proponuję Wam więc pomysł na sos pomidorowy z tuńczykiem i oliwkami. Coś w typie "spaghetti putanesca". Wprawdzie ten rodzaj ryby nie należy do tych najlepszych, ale myślę, że dodatek pozostałych składników, a także fakt, że nie sięgniemy po np. gotowy, supermarketowy półprodukt, zdecydowanie wygrywa! Smacznego! :))

1 porcja sosu z 50 g suchego makaronu spaghetti z pełnego ziarna to ok:
430 kcal
3 g błonnika
26 g białka
15 g tłuszczu
48 g węglowodanów

SPAGHETTI Z TUŃCZYKIEM, POMIDORAMI I CZARNYMI OLIWKAMI
Składniki (na 2 porcje):
1 ząbek czosnku
2 łyżki oliwy
garść czarnych oliwek
1 łyżka kaparów
opakowanie tuńczyka w sosie własnym, w kawałkach
kartonik krojonych pomidorów bez skórki (albo 1 i 1/2 szklanki własnej passaty)
świeżo zmielony pieprz, suszone oregano, odrobina soli albo sosu sojowego
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki startego parmezanu

Na rozgrzanej oliwie podsmażamy czosnek pokrojony w płatki. Dorzucamy przepołowione oliwki oraz kapary, dalej smażymy przez ok. 3-4 minuty. Tuńczyka odsączamy, delikatnie przekładamy na patelnię i starając się go zbyt mocno nie rozdzielać, przesmażamy kolejne 3 minuty. Wlewamy pomidory, dodajemy przyprawy, chwileczkę gotujemy na małym ogniu. Gotowy sos posypujemy natką, podajemy z makaronem i parmezanem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Kiedy do gabinetu dietetyka trafia pacjent onkologiczny, bardzo często bywa, że wiąże on z wizytą ogromne nadzieje na otrzymanie uniwersalnych zaleceń, które pozwolą mu pozbyć się niechcianego intruza. Bywa, że z takim przeświadczeniem przychodzi bo zasłyszał gdzieś o cudownym suplemencie, produkcie spożywczym lub specjalnej diecie - zazwyczaj wiążącymi się ze sporymi eliminacjami oraz dużym nakładem finansowym. Bywa jednak, że chory nie konsultuje tych opcji z nikim - rezygnuje z tradycyjnego leczenia, nie pyta o nic lekarza i podąża własną drogą - często niestety manipulacji - wierząc, że jest to właśnie to  co mu pomoże.

I trudno się mu dziwić, trudno też dziwić się rodzinie - zwłaszcza gdy współczesna medycyna nie znajduje już dla niego żadnego rozwiązania. "Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono" - można więc mocno trwać w postanowieniu, że nigdy na działania alternatywne nie damy się namówić, ale tak naprawdę skąd wiemy co zrobilibyśmy w sytuacji gdyby choroba dotknęła nas samych albo naszych bliskich?

Nasza książka powstała po to aby spróbować ugruntować dotychczasową wiedzę na temat żywienia pacjenta onkologicznego, przekonać do właściwego kierunku, dać mocną podstawę w sytuacji awaryjnej. Nie jest to może pierwsza tego typu książka na rynku, ale włożyłyśmy mnóstwo trudu w to aby przekazywała nie tylko potwierdzoną naukowo wiedzę, ale i działania praktyczne, które pomogą wesprzeć chorego i jego bliskich.

Na etapie szukania tytułu twardo trzymałyśmy się zdania, że nie może on wprowadzać Czytelnika w błąd, dając do zrozumienia, że książka opisuje cudowne diety, które wystarczą za wszystko. W środowisku medycznym mówi się o "wsparciu żywieniowym", zatem taki właśnie podtytuł otrzymała nasza publikacja. Stanowisko podkreśliłyśmy również we wstępie:

"Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że żywienie w zdrowiu i chorobie dzieli społeczeństwo na grupy, na samym początku chciałybyśmy wyraźnie podkreślić przesłanie tej książki. Odpowiednie żywienie NIE WYLECZY z choroby nowotworowej. Nie istnieje żadna dieta ani żaden magiczny produkt spożywczy, który byłby w stanie zmniejszyć lub całkowicie usunąć powstałego już guza. Z obawą obserwuje się stale rosnące zainteresowanie metodami alternatywnego leczenia raka. Dochodzi do sytuacji, w której pacjent ufa bardziej sprzedawcy suplementów niż lekarzowi. Diety „na raka” niestety nie ma – choć wszyscy bardzo byśmy sobie tego życzyli. Istnieje natomiast profilaktyka, która może znacznie zmniejszyć ryzyko zachorowania. Podobnie jest w przypadku samej choroby – nauka zna sposoby, aby łagodniej przejść leczenie oraz wesprzeć organizm w przypadku pojawienia się nieprzyjemnych dolegliwości czy powikłań. Aby jednak walka mogła być jak najskuteczniejsza, należy przeprowadzić ją na każdym polu – zarówno farmakologicznym, jak i żywieniowym."

Książkę podzieliłyśmy na trzy części: profilaktykę antynowotworową, żywienie w trakcie leczenia oraz najczęściej pojawiające się mity żywieniowe. Pierwsza część omawia statystykę, podaje aktualne rekomendacje dotyczące zdrowego trybu życia, proponuje garść przepisów. Druga, najobszerniejsza, opisuje poszczególne interwencje medyczne (chemio-, radio- i hormonoterapię) oraz najczęściej występujące obok nich skutki uboczne, z którymi wykwalifikowany dietetyk jest w stanie sobie w dużej mierze poradzić - biegunki, zaparcia, nudności, suchość jamy ustnej i inne. To także dział poświęcony niedożywieniu - głównej przyczynie powikłań w trakcie leczenia. Obecnie, stanowisko wszystkich największych instytucji onkologicznych oraz zajmujących się tzw. leczeniem żywieniowym jest jasne: przede wszystkim dbamy o prawidłowy stan odżywienia. Jeśli pacjent nie może odżywiać się doustnie, bądź jest to niewystarczające do pokrycia jego pełnego zapotrzebowania, zespół leczący podejmuje decyzję o włączeniu tzw. żywienia - dojelitowego jeśli przewód pokarmowy działa sprawnie albo pozajelitowego - czyli dożylnego, w sytuacji gdy inna droga nie jest możliwa.

Nasza publikacja uzyskała patronat wielu ważnych instytucji i organizacji - szczególnie istotny jest dla nas głos poparcia ze strony POLSPEN-u czyli Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu. Słowo wstępu napisał dla nas sam Prezes Towarzystwa, prof. dr hab. n. med. Stanisław Kłęk, a także znany chirurg onkolog dr n. med. Paweł Kabata. To wszystko daje nam siłę i wiarę w to, że i Państwo uwierzycie w wartość merytoryczną naszej książki. Taką, która przełoży się na opiekę w chorobie i w Państwa rodzinie.

Jej zamysł to również projekt osobisty - dla każdej z nas. W moim wypadku motorem napędowym do jej stworzenia była jedna z najcudowniejszych osób, kobiet z jakimi spędziłam ogromny kawałek swojego życia. Siostra mojej Mamy, która najpierw zajmowała się w dzieciństwie mną, potem - sprawując opiekę nad moim Jasiem, pozwoliła na ukończenie studiów magisterskich, rozpoczęcie doktoranckich, a obecnie - obranie drogi w kierunku leczenia żywieniowego. To m.in. dzięki Niej, jej upartości i trzeźwości tego co do mnie mówi, mogę dziś zdobywać doświadczenie pod opieką najlepszych z najlepszych, mogę robić to co robię. Dzięki Niej, bo zawsze ostro i wytrwale, nawet gdy ja już w siebie nie wierzyłam, kazała mi działać i wciąż się uczyć.

1,5 roku temu zachorowała na raka jelita grubego. Gdy sama, o własnych siłach, z bardzo dobrym nastawieniem udała się na operację (niestety, w swoim rejonie zamieszkania), nic kompletnie nie wskazywało na jakikolwiek problem. Po zabiegu nie zachwycały wprawdzie jej wyniki badań (m.i.n. niski poziom białka, żelaza itp.), ale lekarze nie widzieli powodu do zmartwień. Zresztą na ścianach szpitala widniało szereg dyplomów potwierdzających ich przygotowanie i uznanie dla leczenia żywieniowego, w związku z czym staraliśmy się być optymistami. Komplikacje nastąpiły do piątej doby po zabiegu (zatem niestety raczej wiadomo z jakiego powodu). Ciocia była reoperowana, z wyłonieniem kolostomii i zaleceniem wsparcia żywieniowego, na razie doustnego (czyli włączenie nutridrinków - odżywek specjalnego przeznaczenia medycznego). Coś jednak poszło nie tak, nie dopilnowano tego co być powinno. Doszło do zachłystowego zapalenia płuc, zapalenia otrzewnej oraz wstrząsu septycznego. Kolejne najgorsze dwa tygodnie naszego życia spędziła na oddziale intensywnej terapii. Każdego dnia stawialiśmy się na "wizytach" o dwóch stałych porach - te godziny wyznaczały rytm naszego oddechu. Nie udało się. Zmarła w Dzień Matki. Badanie histopatologiczne, które później otrzymaliśmy nie wykazało żadnego rozsiewu, również i stadium nie było wysokie. Odeszła bo coś poszło nie tak - może niechlubna, pechowa statystyka jakich wiele, może błąd chirurgiczny, a może właśnie nieprawidłowe przygotowanie, które doprowadziło do wystąpienia komplikacji okołooperacyjnych. Dziś takich pytań wciąż jest za dużo, wciąż zastanawiam się co by było gdybyśmy wtedy wiedzieli tyle ile wiemy obecnie? Co gdyby udało mi się Ją wtedy zmusić do zmiany szpitala? Co jeśli?

Książkę dedykuje przede wszystkim właśnie Jej, mojej drugiej Mamie i trzeciej Babci Janka bo z całkowitą upartością mogę Ją tak nazywać. I wierzę mocno, że uda się mi, NAM, przekonać Państwa do tego, że profilaktyka to jedno, ale wsparcie okołointerwencyjne to drugie, czasami najważniejsze. Dbajcie o swój stan odżywienia, stan odżywienia Waszych bliskich. Nie pozwólcie by w szpitalach karmiono chorych onkologicznych (i nie tylko!) kromką chleba bądź nie karmiono wcale! Jeśli nie mogą jeść doustnie - walczcie o leczenie żywieniowe.  Jeśli karmią łyżeczką bądź strzykawką tych, którzy połykać nie potrafią - walczcie o założenie dostępu. Jeśli kazali Wam wlewać miksowane zupy do gastrostomii - walczcie o włączenie tzw. diet przemysłowych, które milion razy bardziej zapewnią to co jest im potrzebne. Bo wszyscy mamy do tego prawo, wszyscy możemy się o to upominać! Mamy prawo do pełnego leczenia w każdym jego obszarze i wsparcia tym wszystkim, czym dysponuje dziś współczesna nauka oraz medycyna.

CZEGO SOBIE, SWOJEJ RODZINIE I WAM MOI DRODZY Z CAŁEGO SERCA ŻYCZĘ!
Maria














CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Książkę kupicie na stronie wydawnictwa KLIK, a także w sieci księgarń EMPIK, Bonito, Gandalf i wielu innych.


Podobne, na długich kromkach ziołowej bagietki, smakowałam w krakowskim Veganicu - nie wiem czy wiernie udało mi się je odtworzyć (tutaj wykorzystałam tradycyjną mozzarellę, a nie wegański ser), ale wyszły równie pyszne! Przygotowuje się je nieco dłużej niż te zwykłe gdzie wystarczy jedynie nałożyć pokrojone pomidory, ale naprawdę gorąco Wam je polecam, i to nie tylko na weekend :) Miłego dnia!

1 porcja to ok:
420 kcal
4 g błonnika
14 g białka
22 g tłuszczu
40 g węglowodanów

BRUSCHETTY Z DUSZONYMI POMIDORAMI, AWOKADO I PESTO
Składniki (na 4 porcje):
długa bagietka (ok. 200g)
4 średnie pomidory
1 dojrzałe awokado
1 kulka mozzarelli
duża garść świeżej bazylii
4-5 łyżek oliwy extra vergine
sól, pieprz, słodka papryka, suszone oregano

Pomidory kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka z grubym dnem, z odrobiną wody i na małym ogniu dusimy aż się rozpadną. Następnie blendujemy - ale tak by zostało nieco większych kawałków i dalej dusimy aż odparuje cała woda. Pastę przyprawiamy solą, pieprzem, papryką i oregano. Bagietkę kroimy w ukośne kromeczki, układamy na blasze z papierem do pieczenia, skrapiamy oliwą i rumienimy w piekarniku nagrzanym do 180*C. W między czasie, w dostawce do blendera (na pesto) miksujemy bazylię, oliwę,  1-2 łyżki wody, szczyptę soli oraz pieprzu. Awokado kroimy w kostkę. Na gorące kromki wykładamy kolejno: pomidory, awokado, startą mozarellę, chwilę jeszcze podpiekamy aż stopi się ser. Podajemy skropione zielonym pesto z bazylii oraz mixem sałat.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Czemu by początku tygodnia nie zacząć ciastem? :) A że robi się je błyskawicznie - gorąco polecam upieczenie go w poniedziałkowe popołudnie. Świetnie będzie smakowało zarówno w wersji "light" - z jogurtem, jak i w nieco wilgotniejszej, bardziej energetycznej, przeznaczonej np. dla osób pragnących przybrać nieco na masie - ze śmietaną. Smacznego!!!

1 kawałek w wersji lekkiej (na ksylitolu i jogurcie) to ok:
200 kcal
0,5 g błonnika
5 g białka
9 g tłuszczu
24 g węglowodanów

1 kawałek w wersji kalorycznej:
240 kcal
0,5 g błonnika
5 g białka
12 g tłuszczu
28 g węglowodanów

CIASTO JOGURTOWE/ŚMIETANOWE Z OWOCAMI LATA
Składniki (na 10 grubszych kawałków):
1/2 szklanki cukru albo w wersji light - ksylitolu
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej tortowej
3 jajka
1/2 mniejszej szklanki oleju słonecznikowego (ok. 80g)
120g gęstego jogurtu naturalnego albo śmietany 18%
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
mała miseczka ulubionych owoców

Cukier najlepiej zmielić wcześniej na puder. Do misy miksera dodajemy mąkę, cukier, proszek, sól, jajka, jogurt/śmietanę oraz olej, miksujemy na gładką masę, na najwyższych obrotach. Ciasto przelewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia, na wierzchu układamy owoce (większe, np. truskawki, kroimy na mniejsze aby ciasto nam nie opadło, układamy je miąższem do góry), pieczemy 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C, na środkowej półce, bez termoobiegu. Studzimy w blaszce.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Zwykłe kanapki z serem czy z szynką szybko się nudzą - zwłaszcza powtarzane kilkakrotnie w ciągu dnia. Ciekawą odmianą mogą być różne, błyskawiczne w przygotowaniu pasty, na przykład na bazie konserwowych nasion roślin strączkowych. Ot taka z czerwonej fasoli i suszonych pomidorów. Polecam - nie tylko do chleba!

1 łyżka (wystarczy do posmarowania 2 kromek pieczywa) to ok:
80 kcal
2,5 g błonnika
3 g białka
3 g tłuszczu
10 g węglowodanów


PASTA Z CZERWONEJ FASOLI Z SUSZONYMI POMIDORAMI I CEBULKĄ
Składniki (na 10 dużych łyżek):
szklanka czerwonej, konserwowej fasoli (170g)
100g suszonych pomidorów (ok. 10 mniejszych sztuk)
3 łyżki świeżej oliwy
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 mała, czerwona cebulka
sól, pieprz, świeża bazylia

Do naczynia blendera wrzucamy fasolę, pomidory, oliwę i koncentrat, miksujemy na gładką pastę. Ewentualnie można ułatwić sobie miksowanie poprzez dodatek odrobiny zalewy z puszki. Gotową pastę przyprawiamy, dodajemy drobniutko posiekaną cebulkę, łączymy całość. Jeśli smak będzie za mało wyrazisty - dodajemy więcej koncentratu.


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Tegoroczne ferie Jasia spędziliśmy częściowo w Wysowej-Zdrój - małej wsi słynącej z leczniczych wód mineralnych. Wybraliśmy się z Przyjaciółmi i od początku szukaliśmy takiego miejsca do zamieszkania, w którym można byłoby korzystać z dobrze zorganizowanej kuchni. Natrafiliśmy na Wysowa-Dwór - pensjonat, który KAŻDY z pokoi wyposażył we własny aneks. Zapowiadało się świetnie! 

Wybór takiego rodzaju odpoczynku nie był przypadkowy - łącznie mieliśmy trójkę dzieci, w różnym wieku, z zupełnie odmiennymi preferencjami smakowymi. Doświadczenie nauczyło nas, że jeśli chcemy spędzić wspólny czas spokojnie, musimy odpuścić sobie codziennie stołowanie się po restauracjach. Te bowiem kończyły się zwykle niemałym zamieszaniem, niedojedzonym jedzeniem i często stresem, bo to co smakowało jednemu, niekoniecznie było akceptowalne dla drugiego. "Trzeba ich uczyć" - powiecie. Dobrze, ale my wyszliśmy z założenia, że te kilka dni ma być dla nas wszystkich, a na pilnowanie zasad będzie czas po :) Rodzice zrozumieją o czym mówię.

W związku z tym, codziennie rano szykowaliśmy "szwedzki stół" śniadaniowy, podobnie było też wieczorem. Gorzej z obiadem bo tu jednak wyzwanie stanowiło połączenie smaków wszystkich, ale i to dało radę. Połowę wyjazdu zjedliśmy w restauracjach, połowę gotując same. I tak, mam dla Was modyfikację naszego ulubionego makaronu "bolognese" z soczewicą - tym razem z multum innych pysznych warzyw. Robię go w domu ilekroć nie mam czasu i siły na coś bardziej wymagającego. Zajadamy się nim wszyscy :) Spróbujcie i Wy, smacznego!

1 porcja sosu z makaronem (50g suchego, z pełnego ziarna) to ok:
500 kcal
13 g błonnika
23 g białka
10 g tłuszczu
80 g węglowodanów

SPAGHETTI BOLOGNESE Z SOCZEWICĄ I WARZYWAMI
Składniki (na 4 porządne porcje):
szklanka suchej czerwonej soczewicy (ok. 200g)
2 kartoniki krojonych pomidorów
duża cebula
średnia / duża marchewka
średnia / duża pietruszka
mała cukinia
mały koncentrat pomidorowy
3-4 łyżki oliwy
sól, pieprz, sos sojowy
natka pietruszki

Soczewicę gotujemy osobno, do zmięknięcia, odsączamy na durszlaku. Warzywa kroimy w drobną kostkę (cukinii nie obieramy). Najpierw szklimy cebulę, potem dorzucamy marchewkę i pietruszkę, podsmażamy do chwili aż nieco zmiękną. Wlewamy pomidory i dalej dusimy kilka minut. Dodajemy soczewicę, koncentrat, porządnie mieszamy, wyraziście doprawiamy. Na osobnej patelni podduszamy cukinię - aż nieco zmięknie, dodajemy ją do sosu. Podajemy z ugotowanym al dente makaronem, ew. skrapiamy jeszcze oliwą i posypujemy zieleniną / parmezanem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Pomidorowy pasztet kojarzy mi się z podstawówką i moją Przyjaciółką. Każdy z nas pamięta chyba to wspólne, szkolne podgryzanie i podjadanie kanapek oraz słodyczy, a w moim przypadku nie było inaczej :) I choć dziś raczej stronię od "gotowców", to jednak ten pomidorowy smak pozostał w mojej głowie bardzo mocno (tak, chodzi o ten z okrągłej, złotej puszeczki :). 

Na weekend zaplanowałam więc upieczenie takiego pasztetu, ale ponieważ dopadł mnie leń, nie zrobiłam tradycyjnego, z mięsa (które trzeba mielić itd.), ale z soczewicy - raz, dwa. Mój Mąż złośliwie stwierdził, że smakuje lepiej niż wygląda i zjadł go naprawdę sporo (w zasadzie już zostało mniej niż połowa, a dopiero sobota :) Mam nadzieję, że posmakuje i Wam!

Udanego weekendu!

1 plaster to ok:
95 kcal
2 g błonnika
6 g białka
3 g tłuszczu
11 g węglowodanów

POMIDOROWY PASZTET Z SOCZEWICY
Składniki (na ok. 20 plastrów):
1 i 1/2 pełnej szklanki czerwonej soczewicy (ok. 300g)
1 duża cebula
1 średnia marchewka
4 łyżki oliwy
cały słoiczek koncentratu pomidorowego (200g, u mnie Pudliszki 30%)
3 duże jajka
słodka, czerwona papryka w proszku
sól
czarny pieprz
sos sojowy

Soczewicę gotujemy do miękkości, przekładamy na durszlak i odstawiamy aby całkowicie odciekła. W między czasie, na rozgrzanej oliwie, na wolnym ogniu, pod przykryciem, dusimy drobno pokrojoną w kostkę cebulę oraz marchewkę (najpierw minutę zeszkliłam cebulkę). Warzywa dodajemy do soczewicy (do dużej miski), dokładnie zgarniając też doń całą oliwę. Dorzucamy koncentrat. Doprawiamy - wyraziście, jeszcze przed dodaniem jajek (u mnie ok. 2-3 łyżek sosu sojowego,  3/4 łyżeczki papryki, 3 duże szczypty pieprzu i sól do smaku). Wbijamy jajka i blendujemy całość na gładką masę. Przekładamy ją następnie do podłużnej foremki wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 45 minut w 200*C, na środkowej półce, opcja góra-dół (ja puszczam termoobieg, ale w nowym piekarniku niestety spaliłam tak górę, dlatego tym razem manewrowałam nieco i po ok. pół godziny przełączyłam na pieczenie "od dołu", bez termoobiegu). Pasztet kroimy dopiero po całkowitym wystudzeniu, można go też rozsmarować.

WERSJA ŁATWOSTRAWNA - pomiń cebulę, marchewkę ugotuj na parze i zmiksuj razem z ugotowaną soczewicą, jajkami i koncentratem. Nie zapomnij o dodatku tych 4 łyżek oliwy - nadają lekko kremowej konsystencji. Dopraw samą solą.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Kaszotto, podobnie jak risotto, teoretycznie (?) robi się na winie. Powiedzmy więc, że te moje są "a'la" :) Ale równie smaczne i sycące - w dodatku, świetnie przemycają np. kaszę w diecie niejadka. Koniecznie spróbujcie!

A tak przy okazji, z racji ostatniego już w tym roku nowego przepisu na blogu ...
... najpyszniejszego w Nowym Roku Kochani! Samych udanych dań, zero spalonych patelni i minimum zakalców. Jak najwięcej spotkań w gronie przyjaciół i jak najmniej wyrzutów sumienia z powodu przyjemności. Zdrowia - przede wszystkim! Tego Wam i sobie życzę :) Do zobaczenia w 2018!

1 porcja (z 1 jajkiem sadzonym) to ok:
350 kcal
14 g białka
13 g tłuszczu
45 g węglowodanów

PĘCZOTTO BURACZANE Z JAJKIEM SADZONYM
Składniki (na 3 porcje):
100g kaszy pęczak (1/2 szklanki)
2 średnie buraki
½ białej części pora
½ średniej cebuli
1 łyżeczka ziół prowansalskich
2 łyżki oliwy
sól, pieprz, sos sojowy
3/4 szklanki wrzącego bulionu warzywnego
posiekana natka pietruszki

Na rozgrzanej oliwie szklimy pokrojoną w kosteczkę cebulę oraz pora. Dodajemy przepłukaną na sicie kaszę, zioła prowansalskie i chwilę smażymy podrzucając lekko patelnią (aby się nie przypaliło). Do kaszy dodajemy obrane i pokrojone w drobną kostkę buraki, łyżkę sosu sojowego, całość zalewamy bulionem. Zagotowujemy, przykrywamy i dusimy na wolnym ogniu ok. 20-25 minut. Po tym czasie, palnik wyłączamy i pozwalamy daniu odparować resztę wody. Gotowe pęczotto mieszamy z natką. Na osobnej patelni przygotowujemy jajko. Całość warto skropić oliwą i posypać świeżo zmielonym pieprzem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U




Chwilę temu dzieliłam się z Wami pomysłem na makaron z sosem z warzyw z dodatkiem pieczonego bakłażana KLIK. Mam nadzieję, że Wam smakował :) Dziś, chciałabym zaproponować Wam pyszną pastę do chleba - z pieczonego bakłażana i papryki. Inspiracją do jej przyrządzenia była pasta "sklepowa", którą bardzo polubiłam ze względu na dobry skład i łatwość przyrządzenia w różnych daniach (mowa o paście "Wawrzyniec"). Ponieważ jednak słoiczek to koszt ok. 6-7 zł (a uwierzcie, że znika błyskawicznie), postanowiłam przygotować podobną w domu. Za tę samą cenę, mam ilość równą prawie dwóch opakowań :) Pasta jest wyrazista i świetnie komponuje się z bagietką, ale i z krakersami, nachosami lub ... podgrzana jako sos do makaronu <3

1 łyżka pasty to ok:
60 kcal
0,7 g białka
5 g tłuszczu
4 g węglowodanów

PASTA Z PIECZONEGO BAKŁAŻANA I PAPRYKI
Składniki (na 10 kopiatych łyżek):
2 bakłażany
1 mała czerwona papryka
posiekany szczypior
4 łyżki oliwy + 1 łyżka do blendera
sól

Bakłażana kroimy na ćwiartki, nacieramy solą i odstawiamy na ok. godzinę. Następnie, warzywa płuczemy i osuszone układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ponownie nacieramy je niewielką już ilością soli oraz oliwą. Bakłażany układamy miąższem do dołu, obok plastry papryki, również natarte oliwą. Całość pieczemy ok. 20-22 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C, aż warzywa ładnie się pomarszczą (koniecznie - bo tylko wtedy będą miękkie!). Następnie, bakłażany blendujemy z łyżką oliwy. Paprykę pozbawiamy skórki i kroimy w kosteczkę, dodajemy do pasty. Gotową posypujemy szczypiorkiem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Mroźne Dzień Dobry :),
na zewnątrz coraz chłodniej, dlatego ostatnio najczęściej sięgamy po gęste zupy-kremy. W roli rozgrzewacza świetnie sprawdzą się również zapiekanki - na przykład taka :)

Dziś proponuję Wam ciekawy sposób na rybę. Rybę w sosie pomidorowym z dodatkiem oliwek i kaparów. Jeśli nie lubicie tych ostatnich, spokojnie możecie je ominąć. Tak podana ryba będzie świetną alternatywą dla tej smażonej w panierce. Smacznego! :)

Porcja ryby z ok. 50 g suchego ryżu, kaszy albo makaronu to ok:
435 kcal
7 g błonnika
30 g białka
15 g tłuszczu
45 g węglowodanów

RYBA W SOSIE POMIDOROWYM Z OLIWKAMI I KAPARAMI
Składniki (na 4 porcje):
600 g świeżych, zwartych filetów z ryby, najlepiej polędwica z dorsza
3-4 łyżki oliwy 
1 większa cebula
1 ząbek czosnku
po 1 garści zielonych oraz czarnych oliwek (ok. 100 g razem)
1 łyżka kaparów
kartonik krojonych pomidorów (ok. 400 g)
2 łyżki koncentratu pomidorowego 
sól, pieprz, oregano, słodka papryka albo zioła prowansalskie
2-3 łyżki posiekanej natki pietruszki
świeża rukola do podania

Filety kroimy w zgrabne, większe kostki, delikatnie przyprawiamy i smażymy na nieprzywierającej patelni na rozgrzanej oliwie. Odsączamy na papierowych ręcznikach. Na tym samym potem oleju szklimy pokrojoną cebulę, posiekany czosnek, dodajemy oliwki, kapary, następnie pomidory, koncentrat i 100 ml wody. Na wolnym ogniu gotujemy dotąd, dopóki sos nie odparuje z nadmiaru wody (ok. 10 minut). Przy końcu porządnie go doprawiamy, dodajemy pietruszkę. Filety układamy w naczyniu żaroodpornym, wykładamy nań sos i podpiekamy jeszcze przez 10 minut w 180*C. Posypujemy rukolą.

Jeśli potrawa ma być lżejsza - filety można ugotować na parze, bądź wcześniej upiec.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Dzieciaki (i dorośli też :) lubią frytki. Jeśli odpowiednio je przygotujemy - wcale nie będą dla nich czymś złym, skąpanym w samym tłuszczu (jak w przypadku tych tradycyjnie smażonych), a wręcz przeciwnie - może w ten sposób zachęcimy je do zjedzenia dodatkowej porcji warzyw. W końcu, frytki można przygotować z różnych produktów - nie tylko z ziemniaków Rewelacyjnie smakują te z batatów, ale także z marchewki, korzenia pietruszki, a nawet z buraków.

1 porcja to ok:
300 kcal
10 g błonnika
6 g białka
12 g tłuszczu
43 g węglowodanów

FRYTKI Z WARZYW - Z ZIEMNIAKÓW, BURAKÓW, MARCHEWKI I PIETRUSZKI
Składniki (na 3 osoby):
4 ziemniaki
2 większe marchewki
2 większe pietruszki
1 większy burak
4 łyżki oliwy* 
sól, pieprz i ew. inne przyprawy (np. zioła prowansalskie, bazylia, oregano lub inne)

Warzywa kroimy w słupki, wysypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Rękoma obtaczamy je w oliwie oraz w przyprawach. Pieczemy ok. 30-40 minut w ok. 200*C (opcja góra-dół; przy końcu można temperaturę podnieść + termoobieg aby je podpiec). Frytki będą gotowe gdy ładnie się pomarszczą i odpowiednio zmiękną. Ja najczęściej podaję je z jogurtowym dipem (jogurt + przyprawy) i np. kawałkiem ryby. Tutaj - halibuta upiekłam w osobnym naczyniu. Do warzyw dorzuciłam również krążki cebuli.

*zazwyczaj przyjmuję ok. 1 łyżki oliwy na 1-1,5 ziemniaka 

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

ZOBACZ RÓWNIEŻ